
Pamiętam dzień swoich narodzin... To wydarzenie odcisnęło piętno na całym moim życiu...
Tam, gdzie przebywałam było mi bardzo dobrze; ciepło, miło, przyjemnie, mięciutko, przytulnie...Nie wyobrażałam sobie wówczas, aby mogło być lepiej. Chciałam, aby ten stan trwał wiecznie...
Niestety w jednej chwili mój spokój został zburzony. Jakaś niewyobrażalna siła ciągnęła mnie w nieznanym, niebezpiecznym kierunku. Czułam potworny strach; usilnie broniłam się rękoma i nogami. Niestety, zostałam pokonana.
Urodziłam się z pępowiną dookoła szyi i pięściami przy skroniach. Chciałam wrócić do mojego królestwa, oazy spokoju, ale nie znałam drogi. Tu było strasznie; głośno, zimno, na dodatek potrząsano mną ponieważ nie chciałam oddychać...
Przyszłam na świat w nieodpowiednim czasie, kiedy nie byłam na to przygotowana. Wrzucono mnie tu jak karmę dzikim zwierzętom na pożarcie. Bezsilna, rozpoczęłam walkę; z sobą, z otoczeniem i z siłą wyższą...

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń