Przez krótki okres czasu mojego dzieciństwa, dobiegał mnie trudny do zidentyfikowania głos. Pojawiał się z reguły w najmniej oczekiwanych momentach. Sugerował, co powinnam robić w danym czasie, jakie podejmować decyzje. Czasami było to dość uciążliwe, szczególnie kiedy nasze postrzeganie było odmienne. Pamiętam sytuację, kiedy w wieku kilku lat nie chciałam jeść zupy mlecznej. Była okropna, z kożuchami. Mama usilnie próbowała nakłonić mnie do jedzenia. Bezskutecznie zresztą. Wówczas odezwał się głos, który również nakazał mi jeść tę nieszczęsną zupę. Z jednej strony mama napierała, z drugiej głos. Zdenerwowałam się straszliwie. Stanęłam na środku pokoju i zaczęłam krzyczeć tupiąc nogą DOŚĆ! NIE CHCĘ TEGO SŁUCHAĆ! Głos zapytał czy jestem tego pewna. Kiedy potwierdziłam _odszedł, informując mnie na pożegnanie, że będzie nade mną czuwał, ale przestanie się ze mna komunikować. Odtąd wszystkie decyzje będę podejmować sama...Podejmuję i zataczam coraz wieksze kręgi...

A to paskuda jedna do jedzenia zupy z kożuchami zmusza ;-)
OdpowiedzUsuń... tak z buciorami włazić komuś w zupę?... To niemoralne ;-)
OdpowiedzUsuń