niedziela, 14 czerwca 2009

weekend


Weekend spędziłam na rodzimych włościach z dala od cywilizacji i miejskiego gwaru. Pojechałam tam z zamiarem leżenia na zielonej trawie, słuchania skowronków i patrzenia na pływające po niebie chmury...

Trafiłam w same sedno remontu kuchni. Musiałam expresem ewakuować się, aby przypadkiem nie powierzono mi jakiegoś mega istotnego zadania do wykonania. Wzięłam aparat i ruszyłam w plener. Niestety plany pokrzyżowała mi pogoda. Udało mi się zrobić zaledwie kilka zdjęć, po czym zmoknięta i zmarznięta powróciłam na kanapę. Zajadając kiszoną kapustę, oddałam się swoistym refleksjom natury transcendentalnej... Cóż innego mi pozostało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz